Mont Blanc (Dach Europy) 4 810 mnpm –  relacja z wyprawy

Do Les Houches przyjechaliśmy wieczorem, około godziny 18, 2 sierpnia 2015 r. Pierwszy nocleg spędziliśmy w naszych namiocikach na campingu Bellevue, przyjemny i niedrogi camping z pięknym widokiem na góry. Planowaliśmy rozpocząć trip następnego dnia dość wcześnie, więc nastawiliśmy budziki na 6:30. No cóż, tyle rano jest do zrobienia, że wyzbieraliśmy się dopiero na 9:00 🙂 Zaparkowaliśmy auto na darmowym parkingu (można zostawić samochód na kilka dni) w Les Trabets (995 mnpm) i ruszyliśmy w górę!

Z naszymi monsterskimi plecakami szliśmy dość wolno, nieśliśmy ze sobą jedzenie na kilka dni, śpiwory, namioty, raki, liny, uprzęże itd. O godzinie 12 doszliśmy do schroniska Bellevue znajdującego się na wysokości 1801 mnpm i zjedliśmy obiadek, czyli kabanosy z chlebem 🙂 Kolejnym celem, gdzie zaplanowaliśmy odpoczynek było schronisko Gare du Nid d’Aigle (2362 mnpm), po drodze przeszliśmy jednak jeszcze przez szczyt Mont Lachat (2115 mnpm) a potem wzdłuż kolejki szynowej do schroniska. Dotarliśmy na miejsce o godzinie 16 i ugotowaliśmy przepyszne gorące kubki i zjedliśmy tuńczyka 🙂 Śniegu jeszcze nie było, więc musieliśmy kupić wodę, 0,5 litra wody kosztuje 4 euro, ogólnie w schroniskach jest drogo, a im wyżej, tym drożej.

Po jedzeniu ruszyliśmy dalej, zaplanowaliśmy dojść do schroniska Tete Rousse (3167 mnpm). Po drodze na wysokości około 2768 mnpm znajduje się schron/barak, gdzie można się za darmo przekimać, są tam łóżka piętrowe i nawet stare koce! Zaraz koło schronu znajduje się też toaleta, więc all inclusive 🙂 my jednak postanowiliśmy iść dalej. Do Tete Rousse docieramy na godzinę 21 🙂 piękna pogoda, słonko pozwoliło nam iść sobie spokojnym krokiem. Tu, na tej wysokości zaczyna się już lodowiec. Przy schronisku są przygotowane specjalne platformy pod namiot. Jest to jedyne legalne miejsce na namiot w drodze na Mont Blanc. Rozkładamy więc od razu nasze wspaniałe domki, przygotowujemy jedzonko, bierzemy „prysznic” nawilżanymi chusteczkami 🙂 i od razu idziemy spać. Następnego dnia było załamanie pogody, więc mieliśmy cały dzień na regenerację.

W środę, 5 sierpnia wstajemy o godzinie 5.10, jemy śniadanko, pakujemy tylko potrzebne rzeczy (zostawiamy namiot i część obrań) i ruszamy w górę o 6:30 mając w planach dojść do schronu Vallot, gdzie chcieliśmy spędzić kolejną noc. Przed nami podejście do schroniska Gouter ścianą zwaną potocznie Rolling Stones, wg mnie jest to najbardziej hardcorowy odcinek na trasie na Mont Blanc ze względu na spadające kamienie, głazy wielkości pralek i lodówek. Do Gouter docieramy na godzinę 11:00, robimy przerwę na jedzenie i o 12:00 ruszamy dalej. Tutaj już jest tylko śnieg 🙂 Do Vallot’a docieramy o godz. 14:00 i ze względu na to, że czuliśmy się dobrze, a pogoda nam sprzyjała postanowiliśmy wyjść na szczyt. I tak przed 18:00 stanęliśmy na najwyższym szczycie Europy. Byliśmy tam sami, co tylko dodało uroku, posiedzieliśmy około 20 minut, porobiliśmy zdjęcia, filmiki i szczęśliwi zeszliśmy do Vallot’a, gdzie spędziliśmy noc 🙂 Ogólnie w Vallocie jest dość przyjemnie, chociaż niestety jest pełno śmieci. Przykry jest fakt, że dużo śmieci zostawionych jest przez Polaków 🙁

W czwartek wstajemy o 7:30 i o 8:30 zaczynamy schodzić. Do Gouter’a docieramy o 9:40, robimy kisiel i topimy śnieg na wodę 🙂 Dowiedzieliśmy się, że ze względu na załamanie pogody, duży wiatr i spadające kamienie, wszyscy turyści mają zostać zabrani helikopterem do Tete Rousse!! 🙂 cóż za niespodzianka 🙂 takim oto sposobem przelecieliśmy się helikopterem w Alpach 😀 i o godzinie 12:30 byliśmy już w Tete Rousse. Poskładaliśmy namioty, zebraliśmy resztę naszych rzeczy i zmęczeni, ale szczęśliwy zaczęliśmy pomału wracać do Les Trabets.

Dzień 1

Les Trabets (995mnpm) – Refuge de Tête Rousse (3167 mnpm)

Dzień 2

Chillujemy 🙂

Dzień 3

Tete Rousse – Mont Blanc – Vallot