Bordżomsko-Charagaulski Park Narodowy

Bordżomsko-Charagaulski Park Narodowy

Prosto z Turcji przyjechaliśmy do niewielkiej gruzińskiej miejscowości Atskuri, która znajduje się zaraz przy Bordżomsko-Charagaulskim Parku Narodowym. Zatrzymaliśmy się w hostelu Nick And George, który serdecznie polecamy i zorganizowaliśmy sobie dzień regeneracyjno-organizacyjny. Przemili właściciele powiedzieli nam co nieco o dostępnych szlakach i przywitali iście po gruzińsku domowym winem 🙂

O Parku

Bordżomsko-Charagaulski Park Narodowy (Borjomi – Kharagauli) jest usytuowany w centralnej Gruzji, na południowy zachód od Tbilisi. Znajduje się w Górach Mescheckich w paśmie Małego Kaukazu, w regionach Imetria i Samche-Dżawetia. Najwyższym szczytem parku jest Sametskhvareo, o wysokości 2642 m.n.p.m. Powierzchnia parku wynosi 850,83 kilometrów kwadratowych, co stanowi ponad 1,2% terytorium Gruzji. Rozciąga się między miastami Bordżomi i Charagauli. 

Wstęp do parku jest płatny i wymaga pozwolenia. Cena jednak jest naprawdę niska, kilka złotych. Na dokumencie opisana jest dokładnie trasa, którą idziemy i miejsca, gdzie nocujemy. Jest możliwość spania w niewielkich schroniskach lub w namiocie (w wyznaczonych miejscach). Ostateczna cena jest zależna od wybranej formy noclegu. Pozwolenie można kupić w Borjomi.

Kilkudniowy trekking po Bordżomsko-Charagaulskim Parku Narodowym

W Parku znajduje się 9 znakowanych szlaków, o łącznej długości 170 kilometrów. My wybraliśmy szlak St. Andrews i przygotowaliśmy się na pięciodniowy trekking z Atskuri do Likani. W drugim jednak dniu dowiedzieliśmy się, że zaplanowana przez nas 5-dniowa trasa jest zamknięta, ponieważ kilka mostów zostało uszkodzonych. Zmieniliśmy więc plany i odpoczywając jeden dzień w cudownych okolicznościach przyrody, postanowiliśmy przejść krótszą trasę. 

Szlak w większości wiedzie drogami leśnymi, ale co rusz wyłaniają się przepiękne panoramy okolicznych gór, które zapierają dech w piersiach. Miejscami Bordżomskie góry do złudzenia przypominały nam nasz ukochany Beskid Sądecki.

Nocowaliśmy głównie w namiotach przy schroniskach. Raz w starej, opuszczonej chacie zamieszkiwanej prawdopodobnie przez olbrzymiego bawoła, który bez skrupułów w środku nocy dobijał się do środka. Dźwięki natury dawały nam do zrozumienia, że trzeba uważać, niekiedy wieczorami słyszeliśmy symfonię wyjących wilków. A oprócz tych miłych czworonogów w Parku mieszkają również niedźwiadki! Jednego nawet “udało” nam się zauważyć i to kilkanaście metrów od nas.

W całym parku można spotkać pasterzy hodujących głównie krowy i konie. U niektórych można kupić ser, a większość z nich zaprasza na domową czaczę (gruziński bimber). Już w pierwszy dzień byliśmy ugoszczeni po królewsku serem, śmietaną, dżemem i oczywiście czaczą, gościnność tu nie zna granic, ludzie są otwarci i bardzo przyjaźni, kochają Polaków i uwielbiają dzielić się czaczą 🙂

Nasz trekking był tym bardziej magiczny, ponieważ całą drogę, od pierwszego dnia wędrowała z nami niesamowita suczka. Czekała na nas, spała przed naszym namiotem, nie opuszczała mimo tego, że inni turyści dawali jej jedzenie. Rozstanie było, jak możecie się domyślić, bardzo smutne. Jednak był to pies turysta, którego dusza należy do parku i to jest jej dom. Nazwaliśmy ją Georgia i pokochaliśmy od pierwszego wejrzenia 🙂

Informacje praktyczne:

–  W Parku znajduje się 9 znakowanych szlaków, o łącznej długości 170 kilometrów, można więc zorganizować jedno lub kilkudniową wycieczkę.
– Nocować można tylko w wyznaczonych miejscach w namiocie, w drewnianych niewielkich schroniskach lub w starych drewnianych opuszczonych chatach.
– Schroniska są samoobsługowe, raczej prosty standard, drewniane łóżka, bez prądu i bieżącej wody.
– W pobliżu miejsc noclegowych są ujęcia wody, o której trzeba pamiętać. W niektórych miejscach jest o nią ciężko, zwłaszcza gdy decydujemy się na wędrówkę grzbietami.
– W całym parku nie ma możliwości kupienia jedzenia, dlatego trzeba mieć swoje. Czasami można kupić jedynie ser u pasterzy.
– Szlaki w Parku można przemierzać konno – jest to dość popularna atrakcja w tym miejscu.
– W Atskuri polecamy hostel Nick and George, który prowadzony jest przez sympatyczne małżeństwo. Cena bardzo przyzwoita, jest możliwość jazdy konno i korzystanie z jacuzzi 🙂

Jeżeli nie lubicie tłumów na szlakach, to polecamy włóczęgo po tym Parku Narodowym. My spotkaliśmy jedynie garstkę ludzi. Wspaniale jest się odciąć od cywilizacji, nie mieć Wi-Fi, siedzieć wieczorami przy ognisku, odpoczywać i cieszyć się życiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *