Ladakh | Motocyklem na najwyższą drogę świata – Umling La (5799 mnpm)
Ladakh to jedno z tych miejsc, które sprawiają wrażenie, jakby należały bardziej do innego świata niż do Indii. Leży wysoko w Himalajach, w północnej części kraju, tuż przy granicy z Chinami i Pakistanem. Nazywany bywa „Małym Tybetem” – i nie bez powodu. Mnóstwo tu buddyjskich klasztorów, modlitewnych chorągiewek łopoczących na wietrze i surowej, ale spektakularnej przyrody. Przebyliśmy tę niesamowitą krainę na dwóch kultowych motocyklach Royal Enfield Himalayan i musimy przyznać, że była to jedna z najwspanialszych podróżniczych przygód.
Kilka słów o Ladakhu
Ladakh leży w północnej części Indii, pomiędzy głównym pasmem Himalajów a górami Karakorum. Jego głównym miastem jest Leh – idealna baza wypadowa do dalszych eksploracji. To takie małe Zakopane, z dużą ilością sklepów pamiątkowych, restauracji i, to co nas interesowało, wypożyczalniami motocykli. Leh leży na ponad 3 500 m n.p.m. i musimy przyznać, że odczuwa się już tutaj tą wysokość. Przed dalszą wyprawą warto zatrzymać się na 1-2 noce, dla dobrej aklimatyzacji.
Ladakh ma klimat pustynny wysokogórski – co oznacza: mało opadów, duża amplituda temperatur, sporo słońca i zimne noce, nawet latem. Deszczu prawie nie ma – region leży za Himalajami, więc monsun tam nie dociera.

Motocyklem przez Ladakh
Ladakh jest mekką dla motocyklistów. Każdy zakamarek tego rejonu zapiera dech w piersiach, a najwygodniejszą opcją eksploracji Ladakhu jest właśnie wyprawa motocyklowa. Większość dróg jest asfaltowa i w całkiem dobrej kondycji, chociaż nie brakuje bitych, szutrowych i dziurawych odcinków. Wszystko jednak do przejechania.
Sezon wysoki jest w miesiącach czerwiec – wrzesień. My byliśmy na przełomie września i października (2024 r.). Było już widać, że sezon się kończy. Wiele hosteli, kafejek, restauracji na trasie była zamknięta, ale udawało nam się znaleźć małe sklepy i lokalne restauracje.
W Leh wynajęliśmy dwa motocykle: Royal Enfield Himalayan i rozpisaliśmy plan wyprawy, który miał nam zająć 6 dni – i tak też było. Jednym z najważniejszych punktów na trasie jest przełęcz Umling La, która od 2021 roku uznawana jest za najwyżej położoną utwardzoną drogę na świecie. Znajduje się wyżej niż Everest Base Camp w Nepalu, bo aż na 5799 m.n.p.m. Jednak to nie sama przełęcz robi największe wrażenie, a cała trasa po drodze. Według mnie najpiękniejszymi miejscami są: Dolina Nubra i piaszczyste wydmy, Jezioro Pangong – widoki miażdżące głowę, rejon Hanle i pustynne góry oraz jezioro Tso Moriri.
Po drodze w małych miasteczkach i wioskach znajdują się pokoje do wynajęcia, hostele i hotele. My mieliśmy ze sobą namiot i trzy noce spędziliśmy pod gwiazdami. Mimo zimna była to zdecydowanie cudowna decyzja. W dalszej części wpisu podajemy, gdzie dokładnie nocowaliśmy.
Motocyklem przez Ladakh – nasza trasa
Nasza trasa: Leh (3500 m.n.p.m.) – Khardung La (5359 m.n.p.m.) – Nubra Valley (3050 m.n.p.m.) – Pagnong Tso (4225 m.n.p.m.) – Hanle (4500 m.n.p.m.) – Umling La (5799 m.n.p.m.) – Tso Moriri (4595 m.n.p.m.) – Tanglang La (5328 m.n.p.m.) – Leh (3500 m.n.p.m.)
Zobacz całą trasę w aplikacji Mapy.com
Dzień 0: Leh – wynajem motocykli, wykupienie pozwolenia
Leh jest uroczym miasteczkiem z przyjemnym centrum, gdzie znajduje się sporo restauracji, małych uliczek i sklepów pamiątkowych. Wartym odwiedzenia jest buddyjski klasztor Tsemo Maitreya Temple znajdujący się na pobliskim wzgórzu. Odczuwalną dużą wysokość i zadyszkę podczas wspinaczki do klasztoru rekompensują cudowne widoki na miasto i góry.
W Leh jest mnóstwo wypożyczalni motocykli. Znajdziesz je praktycznie na każdej ulicy, ceny są zbliżone do siebie. My wynajęliśmy dwa Royal Enfield Himalayan w Exploreutladakh, koszt: 1400 rupii indyjskich/dzień, czyli około 64 zł/dzień (cena posezonowa), w tym kask oraz ochraniacze na kolana i łokcie.
Do odwiedzenia wielu popularnych miejsc w Ladakhu, takich jak Dolina Nubra, jezioro Pangong, Tso Moriri i Hanle, potrzebne jest wykupienie pozwolenia. Można je uzyskać w jednej z wielu agencji turystycznych w Leh, załatwia się to w jeden dzień (my czekaliśmy około godzinę). Obejmuje ono cały region, który zwiedziliśmy, kosztuje 600 rupii, czyli niecałe 30 zł i jest ważne 14 dni.


Dzień 1: Leh (3500) – przełęcz Khardung La (5359) – Dolina Nubra (3050) | około 125 km
Trasa: Mapy.com
Podekscytowani na maksa ruszamy na jedną z najlepszych przygód. Wystartowaliśmy rano około godziny 9, jak tylko zrobiło się odrobinę cieplej. Do przejechania mamy około 125 km i pierwszą ponad pięciotysięczną przełęcz Khardung La znajdującą się na 5359 m.n.p.m. W Leh tankujemy do pełna. Przy wyjeździe z miasta jest pierwszy punkt kontrolny, gdzie należy pokazać pozwolenie.
Zdecydowana większość całej trasy jest asfaltowa, tylko niektóre części są bite, szutrowe, piaszczyste. Jechało się bardzo dobrze. Przed przełęczą jest cudowny punkt widokowy, na którym warto się zatrzymać, bo widoki zapierają dech w piersiach. Na samej przełęczy znajdują się małe punkty gastronomiczne, gdzie można kupić ciepłą herbatę, zupkę chińską i coś drobnego do jedzenia.
Zjeżdżamy na drugą stronę gór. Naszym celem jest dolina Nubra, a dokładnie miasteczko Hunder, gdzie znajdują się piaskowe wydmy. Można tam spotkać charakterystyczne dla tego regionu dwugarbne wielbłądy (baktriany). Do celu dojechaliśmy późnym popołudniem i znaleźliśmy przyjemne miejsce na namiot zaraz obok małej rzeczki. Namiot rozbiliśmy dokładnie TUTAJ.









Dzień 2: Dolina Nubra (3050) – Pangong Tso (4225) | 170 km
Trasa: Mapy.com
Noc była dość ciepła i spokojna. Wyspaliśmy się wybornie, pomimo wysokości ponad 3000 m.n.p.m. Z samego rana obok naszego namiotu przeszło kilka wielbłądów, małe marzenie spełnione. Miały one swojego „pasterza” i były prowadzone do jednego z punktów turystycznych, gdzie organizowane są przejażdżki po wydmach.
Białe, piaszczyste wydmy wśród gór robią niemałe wrażenie. Kilka zdjęć i ruszamy dalej. Po drodze zwiedziliśmy buddyjski klasztor i posąg Buddy w miasteczku Diskit.



Zatankowani do pełna i wyposażeni w wodę do picia (na tych wysokościach trzeba dużo pić, aby uniknąć choroby wysokościowej) ruszamy dalej w stronę jeziora Pangong [zaraz po opuszczeniu Doliny Nubra jeden z odcinków głównej drogi był zamknięty (stan w 2024 rok) i musieliśmy jechać szutrowym odcinkiem po drugiej stronie rzeki, przez wioskę Tsati. Po jakimś czasie wróciliśmy jednak na drogę główną].
Pangong Tso
Jechało się bardzo dobrze, chociaż dzień był długi i męczący. Widoki cały czas wspaniałe. Nad jezioro Pangong dojechaliśmy o zachodzie słońca. Co to jest za niesamowite miejsce, to głowa mała! Zrobiło się już całkiem zimno, ale nie ma się co dziwić, jezioro znajduje się na wysokości ponad 4000 m.n.p.m. Znaleźliśmy otwartą restauracyjkę, zjedliśmy ciepłą zupę i makaron. A potem, zanim zrobiło się całkiem ciemno, pojechaliśmy znaleźć miejsce na namiot. Cudowniejszego noclegu nie mogliśmy sobie wymarzyć. Nocowaliśmy dokładnie TUTAJ, chociaż kolejnego dnia okazało się, że jest to miejsce wyłączone z ruchu i nie można tam wjeżdżać motorami. Nie było jednak żadnych znaków, a że wjechaliśmy po zachodzie słońca, nikt nas nie widział i nie powiedział, że nie wolno. Kolejnego dnia rano też wstaliśmy o wschodzie słońca i opuściliśmy teren zanim ktokolwiek przyszedł.




Pangong Tso – ciekawostki
To niesamowite jezioro w Ladakhu potrafi mienić się turkusem, szarością i głębokim błękitem – wszystko zależy od światła i pogody. Leży na wysokości 4 350 m n.p.m. i jest słone!
Skąd sól w sercu Himalajów? Pangong Tso to pozostałość po pradawnym, śródlądowym morzu, które z czasem odcięło się od rzek i zaczęło wysychać. Ponieważ nie ma odpływu, woda odparowuje, zostawiając minerały – stąd jego nietypowa słonawa woda, mimo braku dostępu do oceanu.
Tylko 1/3 jeziora leży w Indiach, reszta znajduje się w chińskim Tybecie – nie wolno tam pływać, ale widoki są kosmiczne!
Dzień 3: Pangong Tso (4225) – Hanle (4500) | 170 km
Trasa: Mapy.com
Od samego rana widoki zapierały dech w piersiach i miażdżyły głowę. Przejazd wzdłuż jeziora Pangong jest naszym zdaniem najpiękniejszym odcinkiem na całej trasie. Co oczywiście nie odbiera cudowności każdemu innemu odcinkowi. Kolor jeziora jest niesamowity, niczym wybrzeże morza na tropikalnych wyspach. A to wszystko wśród gór. Warto zatrzymać się na jeszcze jednym punkcie widokowym nad samym jeziorem, który znajduje się TUTAJ. Później trasa pnie się do góry i jezioro oglądane jest już z odległości.







W tym dniu były też cięższe odcinki. Sporo szutru (drogi są tu w ciągłej budowie), dziurawe, stare drogi zasypane piachem. Po minięciu cięższego odcinka, trasa do Hanle jest już bardzo dobra. A widoki kolejny raz się zmieniają i kolejny raz aż trudno uwierzyć w to, gdzie jesteśmy.
Popołudniu dojeżdżamy do Hanle. Stąd kolejnego dnia będziemy ruszać na najwyżej położoną utwardzoną drogę świata, czyli przełęcz Umling La. Z racji tego, że byliśmy już poza sezonem, sporo hosteli było pozamykane, a tym razem, po dwóch już nocach na namiocie chcieliśmy wynająć jakiś pokój. Jedyne otwarte miejsce, które ostatecznie i tak bardzo polecamy, to StarGaze Cottages – dwuosobowe kontenery z łazienką. W cenie noclegu był na wypasie pyszny obiad i śniadanie. Prysznic niestety z zimną wodą, ale tak to już jest w takich rejonach. Opcja ciepłej wody, to tak zwany „basket shower”, czyli wiaderko z gorącą wodą i z tego właśnie skorzystaliśmy. Tutaj też była możliwość zatankowania motocykli do pełna. Co prawda nie ma stacji benzynowej, ale dostępne jest paliwo z kanistrów.



Dzień 4: Hanle (4500) – Photi La – UMLING LA (5799) – Nyoma (4180) | 260 km
Trasa: Mapy.com
Wielki dzień! Ruszamy z samego rana, żeby na spokojnie dojechać na przełęcz i wrócić. Słońce powoli rozgrzewało powietrze, co nas bardzo cieszyło, bo na tej wysokości zrobiło się już całkiem zimno. Założyliśmy na siebie wszystkie możliwe ubrania. Zanim jednak dojedziemy na Umling La, czeka nas przejazd przez jeszcze jedną ponad pięciotysięczną przełęcz – Photi La. To tu jest najlepszy widok na serpentyny, które trzeba pokonać.


Po przejechaniu Photi La zatrzymaliśmy się w małej kafejce przy bazie wojskowej Cafe Kaziranga, żeby napić się czegoś ciepłego. Oprócz herbaty dostępna była jeszcze podła zupka chińska, która smakowała bardzo wykwintnie. Stąd na Umling La jest już bardzo blisko.
Po krótkiej przerwie jedziemy dalej. Droga jest w bardzo dobrym stanie i jest dobrze oznakowana. Po skręceniu w lewo przez Chisumle Bridge (Gateway To Umling La) nie ma już szans żeby się zgubić.
I oto ona: przełęcz Umling La – widoki, jak z resztą wszędzie (wiem, że się powtarzam), są kosmiczne. Na przełęczy spędziliśmy kilkanaście minut, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i ruszyliśmy w drogę powrotną tą samą trasą.

Po dojechaniu z powrotem do Hanle byliśmy nieźle zmęczeni. Zjedliśmy makaron chowmein, wypiliśmy herbatę i tyle wody ile się da i mimo zmęczenia, postanowiliśmy jechać dalej. Było wciąż dość wcześnie, a nie chcieliśmy nocować w tym samym miejscu.
Późnym popołudniem dojechaliśmy do małej miejscowości Nyoma, gdzie cudem udało nam się znaleźć nocleg, poza sezonem wiele miejsc noclegowych była nieczynna. Ten dzień był na prawdę męczący i marzyliśmy o prysznicu i łóżku.

Dzień 5: Nyoma (4180) – Tso Moriri (4595) | 76 km
Trasa: Mapy.com
Wyspani rozpoczynamy kolejny piękny dzień. Na śniadanie pojechaliśmy do kafejki Nyoma Ribs Cafe, która znajduje się przy bazie wojskowej i którą bardzo polecamy, bo jedzenie było prze pyszne.
W miejscowości Sumdo skręcamy w lewo i jedziemy w stronę jeziora Moriri. Po drodze mijamy niewielkie jezioro Kyagar Tso, nad którym spotkaliśmy kiangi – dzikie osły tybetańskie.


Kilka ciekawostek o kiangach:
- Wyglądają trochę jak konie, trochę jak osły, ale są mniejsze od konia i większe od klasycznego osła – rozmiarami przypominają zebrę.
- Mają rudawe, gładkie futro, krótką grzywę i charakterystyczny ciemniejszy pasek biegnący wzdłuż grzbietu.
- Żyją dziko na dużych wysokościach (3 500–5 000 m n.p.m.) i tworzą niewielkie stada.
- Kiangi są endemiczne dla Wyżyny Tybetańskiej, ale występują też właśnie w Ladakhu.
Tso Moriri
Dojechaliśmy nad jezioro Tso Moriri do miejscowości Korzok. Byliśmy już nieźle głodni, ale ze względu na święto, praktycznie wszystko były zamknięte. Udało nam się znaleźć mały sklepik, gdzie kupiliśmy chipsy i ciastka na kolacje. Na nasze szczęście możliwe było zjedzenie tam zupki chińskiej. Głodni zamówiliśmy podwójne porcje i pojechaliśmy szukać miejsca nad jeziorem na namiot.
Dojechaliśmy aż TUTAJ i mniej więcej w tej okolicy rozbiliśmy nasz mały domek. Kolory gór zmieniały się co chwile podczas zachodzącego słońca, a niebo miało najbardziej niesamowite pastelowe kolory. Do tego nad jezioro przyszły kiangi, co nadało jeszcze większej niesamowitości tego miejsca.





Dzień 6: Tso Moriri (4595) – Tanglang La (5328) – Leh (3500) | 232 km
Trasa: Mapy.com
Ostatni długi dzień naszej motocyklowej wyprawy przez Ladakh. Znad Tso Moriri wróciliśmy do miejscowości Sumdo, gdzie w małym sklepie/kafejce zjedliśmy śniadanie. Stąd do Leh są dwie możliwe drogi dojazdu, my wybraliśmy przejazd przez jeszcze jedną pięciotysięczną przełęcz Tanglang La (5328 m.np.m.). Nie będzie zaskoczeniem jak powiem, że ta część drogi była równie nieziemsko piękna.
Popołudniu dojechaliśmy do Leh, gdzie zakończyliśmy naszą piękną przygodę.


Ladakh – informacje praktyczne:
- Wysoki sezon turystyczny: czerwiec – wrzesień (my byliśmy na przełomie września i października)
- Wysokość: 3 000–5 000 m n.p.m. – należy się dobrze aklimatyzować, aby uniknąć choroby wysokościowej
- Temperatury latem: dzień 20–25°C, noc 5–10°C
- Temperatury zimą: dzień -10°C, noc nawet -30°C
- Opady: prawie brak – jest to bardzo suchy rejon
- Dojazd: najlepiej samolotem do Leh (loty z Delhi), można również dojechać autobusami z przesiadką w Manali – są to dwa dni drogi, z New Delhi do Manali można dojechać autobusem nocnym.
Motocyklem przez Ladakh – informacje praktyczne:
- Baza wypadowa: Leh (warto zatrzymać się na 2-3 dni w celu aklimatyzacji)
- W Leh nocowaliśmy w Pamir Holiday – czysto, ciepła woda i bardzo przyjaźni właściciele. Rzeczy, które nam nie były potrzebne na wyprawę motocyklową zostawiliśmy w tym hostelu.
- W Leh jest mnóstwo wypożyczalni motocykli. My wynajęliśmy Royal Enfield Himalayan w Exploreutladakh, koszt: 1400 rupii indyjskich/dzień czyli około 15$/dzień (cena posezonowa), w tym kask oraz ochraniacze na kolana i łokcie
- Nasza trasa: Leh (3500 m.n.p.m.) – Khardung La (5359 m.n.p.m.) – Nubra Valley (3050 m.n.p.m.) – Pagnong Tso (4225 m.n.p.m.) – Hanle (4500 m.n.p.m.) – Umling La (5799 m.n.p.m.) – Tso Moriri (4595 m.n.p.m.) – Tanglang La (5328 m.n.p.m.) – Leh (3500 m.n.p.m.)
- Przejechaliśmy ponad 1000 km, 6 dni, 5 nocy
- Noclegi: 3 noce spaliśmy w namiocie (tak chcieliśmy), 2 w hostelach. Poza sezonem wiele miejsc jest już zamkniętych, ale nawet wtedy raczej w każdym podanym przez nas miejscu dało znaleźć się jakiś nocleg. Ceny noclegów to około 50-120 zł za pokój dwuosobowy.
- Paliwo: tankowaliśmy za każdym razem, gdy tylko była jakaś stacja benzynowa. W Hanle przed Umling La tankowaliśmy TUTAJ – trzeba pytać o paliwo w restauracji, mają zapas w kanistrach. Ceny paliw: około 4,70 zł/litr na stacjach benzynowych, w Hanle kosztowało 7 zł/litr.
- Wynajem motocykla i koszt paliwa wyniósł nas za 6 dni: 565 zł/osobę (w sezonie może być trochę drożej)
- Najwyższy punkt na trasie: przełęcz Umling La 5799 m.n.p.m. (wyżej niż Everest Base Camp w Nepalu)

NEPAL na własną rękę. Przewodnik krok po kroku (interaktywny eBook)
INTERAKTYWNY PRZEWODNIK PO NEPALU To nie tylko przewodnik po Nepalu, ale przede wszystkim przewodnik po Himalajach. Zorganizowanie własnej wyprawy w Himalaje będzie z nim zaskakująco proste! Co znajdziesz w przewodniku? wiele informacji praktycznych i klikalnych map, dokładny opis szlaków trekkingowych: Annapurna Base Camp, Annapurna Circuit, Everest Base Camp + Gokyo Ri i Cho La… Read more



