Skuterkiem przez Bali

Skuterkiem przez Bali

Maj, 2019r.

Już od pierwszych kroków postawionych na lotnisku na Bali czuje się azjatycki klimat, wszędzie jest mnóstwo hinduistycznych figurek, czuć zapach kadzideł i słychać klimatyczną muzykę. Podekscytowani na maksa ruszamy na podbój wyspy.

Każdy kto wyjdzie poza lotnisko jest natychmiast atakowany przez dziesiątki taksówkarzy: “taxi, taxi, taxi!”, “Gdzie jedziecie?”, “taxi, taxi” i tak w kółko. Postanowiliśmy jak najszybciej uciec z imprezowego południa i udać się do małej miejscowości Ubud, którą polecało nam mnóstwo osób. Przejechanie 38 km taksówką zajęło 1,5 godziny. Początkowe ceny są wzięte z kosmosu, więc włączamy tryb targowanie i zbijamy cenę o połowę (cena ostateczna 200 tyś IDR, czyli około 53zł, przelicznik: 10 000 IDR=2.68PLN). Nasz kierowca był bardzo sympatyczny i jak na lokalesa przystało, zdecydowanie i płynnie poruszał się między innymi autami i milionem skuterków. Jedziemy, gawędzimy sobie i nagle przejeżdżamy przez skrzyżowanie na czerwonym świetle!
– Było czerwone światło – Grzesiek z lekką szyderą mówi do kierowcy.
– Co?
– Światło było czerwone – powtarza.
– Aaaaa, zapomniałem się zatrzymać – odpowiada kierowca i zaczyna się śmiać lekko speszony.
Grzesiek wybucha śmiechem, a ja nie wiem czy też się śmiać, czy dziękować Bogu, że nic nam się nie stało.

Ubud

Ubud

Ubud to niewielkie miasteczko znajdujące się około 40 km na północ od lotniska stanowiące świetną bazę wypadową do zwiedzania wyspy. Położone jest wśród pól ryżowych na terenie niewielkich gór. Jest miejscem turystycznym, z ogromną ilością hostelów, hotelów oraz mnóstwem knajpek, restauracji oraz biur turystycznych. Można się tu najeść różnych lokalnych dań, wypić hektolitry świeżego soku, uczestniczyć w lekcjach jogi, czy też balijskiego tańca.
Samo centrum jest bardzo zatłoczone, z mnóstwem sklepów i straganów z rękodziełami, pamiątkami, ciuchami itd. Ale wystarczy odjechać kilka kilometrów dalej, żeby cieszyć się spokojem i napawać pięknymi widokami na okoliczne wzgórza, palmy, pola ryżowe, a nawet wulkany.

Ubud jest uważany za kulturalne serce Bali. Znajduje się tu mnóstwo świątyń, a budowle wznoszone są w tradycyjnym balijskim stylu. Na każdym kroku, niemal przy każdym domu czy knajpce jest pełno zdobień, hinduistycznych figur i małych, kolorowych ołtarzyków. Ubud jest siedzibą jednej z królewskich rodzin.

Ubud

Ruszamy skuterem na podbój Bali

W Ubud nocujemy w hostelu Arjuna Homestay (100 tyś. ze śniadaniem). Mamy własny pokoik i łazienkę, a nawet tarasik. Następnego dnia zostawiliśmy rzeczy w hostelu i pełni entuzjazmu ruszyliśmy zwiedzać okolicę.

Wszystkie ceny podajemy w walucie balijskiej, przelicznik: 10 000 IDR=2.68PLN

Dzień 1

Monkey Forest

Pierwszy dzień poświęciliśmy na zwiedzenie Ubud. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyliśmy prosto do sanktuarium Sacred Monkey Forest (oficjalna nazwa: Mandala Wisata Wenara Wana), które jest najsłynniejszą atrakcją miasteczka. Jest to kompleks świątynny położony w tropikalnym lesie znany z mieszkających tam małp. Zaprojektowany został w myśl hinduistycznej filozofii, projekt bazuje na elemencie Tru Hita Karana, który oznacza „trzy sposoby na duchowe i fizyczne szczęście”. Chodzi o to, aby mieszkańcy Ubud oraz przyjezdni mogli w tym miejscu zaznać harmonii z naturą oraz harmonii w relacjach z innymi ludźmi. Niestety nie doznaliśmy tych uczuć ze względu na biegające koło nas małpy. Trzeba być naprawdę uważnym, małpy mogą być agresywne, często kradną drobne rzeczy turystom (lepiej schować okulary, nie nieść w ręce jedzenia), potrafią też nieźle podrapać lub nasikać na kogoś z drzewa.
Wstęp: 80 tyś. (2019r.)

Campuhan Ridge Walk

W Ubud polecamy wybrać się na niedługi, ale malowniczy spacer (2 km w jedną stronę) ścieżką położoną wzdłuż gór i pól ryżowych. Można troszkę odetchnąć od miastowego tłoku, nacieszyć oczy soczystą zielenią, posłuchać grających świerszczy i wypić świeżo wyciskany sok w jednej z lokalnych knajpek.
Wstęp: free

Dzień 2

Jedziemy zwiedzać północ wyspy! Z samego rana przepakowaliśmy plecaki zabierając ze sobą rzeczy potrzebne na 4 dni. Resztę zostawiliśmy w hostelu za niewielką opłatą i poszliśmy wypożyczyć skuterek. Zbiliśmy cenę na 50 tyś. rupii/dzień (około 13-14 zł) i ruszyliśmy na północ.

Tirta Empul Temple

Zaczęliśmy od świątyni Tirta Empul Temple, która zwana jest również Świątynią Świętej Wody. Została ona wybudowana w X wieku w miejscu bijącego źródła, które podobno posiada magiczną i uzdrawiającą moc. Przybywają tu pielgrzymi z całej wyspy, aby doświadczyć oczyszczenia ciała i duszy. W środku świątyni znajduje się kamienny basen z dwunastoma fontannami. Ceremonia oczyszczania polega na złożeniu w ofierze koszyczków dziękczynnych, modlitwie oraz zanurzenia się w świętej wodzie. Balijczycy po kolei podchodzą do każdej z fontann odmawiają modlitwy, medytują i polewają głowy wodą. Jest to dla nich miejsce bardzo szczególne. Turyści również mogą wejść do basenu i spróbować doznać oczyszczenia, ale myślę że robią to wyłącznie dla fanu.
Wstęp: 50 tyś. IDR

Tirta Empul Temple Tirta Empul Temple

Kopi Luwak

Będąc na Bali koniecznie trzeba spróbować najdroższej kawy świata – Kopi Luwak. Bardzo urocze zwierzaki, łasice o nazwie Luwak, upodobały sobie do jedzenia właśnie ziarna kawy. Luwaki zjadają naturalnie wyselekcjonowane przez siebie ziarna kawy, a później no wiecie…robią kupkę. Ziarna nie są trawione w całości, dlatego następuje staranny proces ich oczyszczania, suszenia, prażenia i mielenia. Za filiżankę takiej kawki w Europie trzeba zapłacić nawet 25 euro, tu kosztuje 50 tyś. IDR, czyli około 14 zł. Do tego dostaliśmy do degustacji siedem rodzajów herbaty, każda z innymi właściwościami zdrowotnymi. Polecamy!
Kawiarenek z Kopi Luwak jest mnóstwo, my byliśmy w Joy In Manik Abian.

Po przerwie na kawę ruszyliśmy w dalszą dłuuugą drogę. Przejechaliśmy przez wzgórze obok jeziora Danau Batur, naszym celem była miejscowość Amed na północy wyspy. Droga była kręta, miejscami bardzo stroma, więc co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, żeby dać wytchnąć hamulcom. Raz je straciliśmy zjeżdżając z górki 🙂

Widok na jezioro Danau Batur

Po kilku godzinach siedzenia na skuterku nasze cztery litery błagały o litość. Dlatego po dotarciu do Amed postanowiliśmy zostać tam cały kolejny dzień i pochillować na plaży. Miejscowość ta dodatkowo bardzo przypadła nam do gustu ze względu na znajdujący się tam wulkan Agung (najwyższy szczyt Bali, 3031 m), który od 2017 r. jest praktycznie cały czas aktywny i całymi dniami się z niego dymi. Wspaniały widok. 

Wulkan Agung

Dzień 3

Miał być dzień bez skutera, albo przynajmniej ograniczona ilość jazdy. Spakowaliśmy ręczniki i ruszyliśmy na plażę. Po drodze jednak zainteresowała nas mała uliczka biegnąca w dolinie pomiędzy dwoma pięknymi wzgórzami. Jedźmy tam! Dlaczego nie? 🙂 mieliśmy przejechać tylko kawałeczek, ale im dłużej jechaliśmy, tym bardziej byliśmy ciekawi co jest za kolejnym zakrętem. Widoki po drodze były wspaniałe, brak turystów, mogliśmy zobaczyć spokojne, prawdziwe życie mieszkańców.

Ale wystarczy tej jazdy, pora iść na plażę. Na północy wyspy plaże są czarne, jest to piasek powulkaniczny, ale woda jest krystalicznie czysta i ciepła. Do tego północne wybrzeże ma piękną rafę koralową (Lipah Corals). Za około 40 tyś. (11zł) można wypożyczyć maskę z rurką i płetwy, wystarczy odpłynąć kilka metrów od brzegu i cieszyć oczy piękną rafą i kolorowymi rybkami. Według nas była to najpiękniejsza plaża jaką widzieliśmy na Bali, do tego z wulkanem w tle. 

Jeżeli lubicie nurkować i będziecie na północy można, to niedaleko Amed jest zatopiony statek (Tulamben Marine Reserve).

Dzień 4

Naszym kolejnym cele była miejscowość Lovina. Po drodze pojechaliśmy nad mniej znany wodospad Yeh Mempeh, który (jak większość wodospadów i atrakcji na Bali) był płatny (20 tyś.). No cóż, jak już byliśmy na miejscu, to chcąc odpocząć od jazdy skuterem, zdecydowaliśmy się go zobaczyć. Zostawiliśmy skuter na parkingu i ruszyliśmy w drogę. Po 15 minutach dotarliśmy do wodospadu, szybko przebraliśmy się w stroje kąpielowe i skoczyliśmy pod “prysznic”. Było warto, bardzo orzeźwiająco, najlepsze co może być w upalne dni 🙂 Początkowo byliśmy sami, dopiero później przyszły dwie osoby, brak ludzi dodało uroku temu miejscu.

W Lovina pojechaliśmy do jednej z niewielu na Bali buddyjskich świątyń Brahma Arama Vihara (wstęp 10 tyś.). Nie wiemy co to miejsce miało w sobie, ale czuliśmy tam jakąś pozytywną moc, pozytywne wibracje. Wszystko było spokojne, pokojowe, panowała tam idealna harmonia.

Brahma Arama Vihara

Brahma Arama Vihara

Dzień 5

Dzień powrotu do Ubud. Naszym celem były wodospady i pola ryżowe. Pierwszy na liście był wodospad Aling Aling Waterfall, który poleciał nam właściciel hostelu w którym nocowaliśmy. Wodospad zachęcał tym bardziej, że można w nim pływać, skakać ze skał itd. Nasze emocje jednak opadły, gdy usłyszeliśmy cenę 120 tyś. rupii!! Można wejść do wody tylko wtedy jak się zapłaci. Samo patrzenie kosztuje 20 tyś. Podziękowaliśmy…

Przepatrzyliśmy mapę i za kolejny cel obraliśmy wodospad Banyumala Waterfall. Droga dojazdowa była dość hardcorowa, 2 km bardzo stromo w dół, ale skuterek dał radę. Cięższy dojazd oczywiście oznacza mniej ludzi i niższą cenę. Zapłaciliśmy za wstęp 20 tyś. i mogliśmy popływać w orzeźwiającej wodzie.

Tarasy ryżowe Tegalalang i Jatiluwih. Podobno najpiękniejsze tarasy ryżowe na Bali. Zanim jednak się do nich dojedzie, to przed samym wjazdem na teren stoją panowie z bilecikami i kasują 40 tyś. od osoby. Ręce nam już opadły przez to ciągłe płacenie, więc powiedzieliśmy, że nie idziemy zwiedzać tarasów i tylko tędy przejeżdżamy. Puścili nas. Stwierdziliśmy więc, że wcale nie musimy tych tarasów widzieć, możemy pojechać gdzie indziej w mniej znane miejsce, tarasów ryżowych na Bali jest mnóstwo. Cieszyliśmy się z naszej decyzji tym bardziej, gdy zobaczyliśmy rzeszę turystów idących zwiedzać Tegalalang i Jatiluwih.
Obczailiśmy mapę i zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym o nazwie Tourist Rice Field View (nazwa w aplikacji MAPS.ME). Wstęp darmowy, brak ludzi i miejsce również piękne 🙂

Kolejnego dnia postanowiliśmy pojechać na małą sąsiadkę Bali – wyspę Nusa Penida.

Kozice radzą:
– wypożyczyć skuter i dotrzeć do mniej uczęszczanych miejsc,
– zjeść gado-gado i wypić świeżego kokosa,
– korzystać z aplikacji MAPS.ME,
– targować się 🙂

Polecamy również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *