Nusa Penida – urocza koleżanka Bali

Nusa Penida – urocza koleżanka Bali

Maj, 2019r.

O ile samo Bali nie przypadło nam do gustu, tak jej mała sąsiadka Nusa Penida skradła skrawek naszych serc. Skrywa ona wiele ciekawych, niespotykanych miejsc, w których wciąż nie ma zbyt wielu turystów, są za to piękne widoki, wspaniałe klify, krystalicznie czysta woda i zdumiewający świat podwodny. To tam po raz pierwszy w życiu widzieliśmy wspaniałe manty, które pływały zaledwie metr od nas, mnóstwo kolorowych ryb i groźnie wyglądające tuńczyki.
Warto poświęcić na zwiedzanie tej niewielkiej wyspy kilka dni, wypożyczyć skuterek, objechać dookoła i docierać do ukrytych zakamarków 🙂

Jak dostać się na Nusa Penida

Codziennie na wyspę kursują promy z miejscowości Sanur. Koszt w dwie strony to 300 tyś. IDR. Jest jednak opcja o wiele, wiele tańsza, o której nie dowiecie się od nikogo lokalnego. Z Padangbai również codziennie odpływa duży lokalny prom i cena w jedną stronę wynosi 28 tyś. IDR. Spora różnica, nie? Do tego za kolejne 39 tyś. IDR można zabrać na prom swój skuter. Niestety mimo tego, że w Ubud pytaliśmy w kilku miejscu o ten prom, wszyscy z całym przekonaniem zarzekali się, że na Nusa Penidę można dostać się tylko z Sanur. O tych cenach dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu, pytając w porcie w Sampalan. 

Skuterem przez Nusa Penidę

Skuter według nas jest najlepszą formą transportu po wyspie. Jazda jest orzeźwiająca, tania i jest to po prostu niezły fan 🙂 Do tego wszystkiego dochodzi stan dróg, który miejscami pozostawia wiele do życzenia. Drogi dojazdowe do punktów widokowych i wielu innych ciekawych miejscówek są wąskie, kamieniste, dziurawe, więc skuterkiem jadąc wielkim slalomem można dojechać praktycznie wszędzie. Praktycznie, bo czasami ze względu na olbrzymie drogowe wyboje, musieliśmy parkować skuter gdzieś wcześniej i do celu iść piechotą. Mimo niewielkich odległości trzeba jednak nastawić się na długi czas dojazdu 🙂 co przygoda, to przygoda! 🙂

Dzień 1

Na wyspę dotarliśmy w samo południe. Szybko wypożyczyliśmy skuter (50 tyś. IDR/dzień), znaleźliśmy hostel, w którym zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy, przepakowaliśmy plecaki i zabraliśmy ze sobą namiot, karimaty i ciuchy na 4 dni. Nasz pierwszy cel to plaża Crystal Bay Beach.

Crystal Bay Beach

Poleżakowaliśmy trochę na plaży i postanowiliśmy ruszyć dalej na Broken Beach (zdjęcia pod koniec wpisu). Jeżeli uważacie, że polskie drogi są dziurawe, to nie jeździliście po Azji 🙂 A na Nusa Penida niektóre odcinki są totalnie hardcorowe. Nastawić się więc trzeba na długą jazdę i bolące tyłki. Dlatego też, gdy co jakiś czas pojawiał się nowiutki, gładziutki asfalt, cieszyliśmy się jak dzieci na widok cukierków 🙂

Taka hardcorowa droga jest właśnie do Broken Beach, po kilku kilometrach niespodziewanie trzasnęła nam opona i tyle było przygód tego dnia. Na Broken Beach nie dojechaliśmy, za to dopchaliśmy skuter do najbliższego warsztatu, których jest z resztą całkiem sporo na wyspie i załataliśmy oponę. Nic nam nie pozostało jak wrócić do hostelu, kupić piwo i kolejnego dnia ruszyć na podbój wyspy.

Dzień 2

To co podobało nam się na Nusa Penida najbardziej to brak tłumów i duża ilość dzikich miejsc. Na niektóre punkty widokowe ciężko było dojechać, czasami musieliśmy zostawiać skuter kilometr wcześniej i iść do celu na nogach, ale za każdym razem było warto.

Stairs with close view of 2 island

Temeling
Według nas jedno z najfajniejszych miejsc na wyspie. Znajdują się tam dwa “baseny” ze słodką wodą przy niewielkiej plaży. W pierwszym basenie można popływać i poskakać do wody, w drugim najzwyczajniej w świecie posiedzieć, zrelaksować i cieszyć się orzeźwieniem w upalny dzień.

Ostatnie dwa kilometry dojazdu jest bardzo strome, droga jest wąska, ale jadąc powoli można spokojnie dojechać do ostatniego parkingu. Stamtąd kilka minut piechotą schodami w dół i będziecie na miejscu.

Kelingking Beach. Jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na Nusa Penida. Płacimy 2 tyś. rupii parkingowemu i idziemy na plażę. Niedawno został wybudowany szlak prowadzący w dół na plażę Kelingking. Droga jest baardzo stroma, miejscami praktycznie pionowa, dlatego lepiej przemyśleć sprawę obuwia. My mieliśmy klapeczki, daliśmy radę, ale zdecydowanie wygodniej będzie w adidaskach 🙂 W górę szliśmy na bosaka 🙂
Początkowo mieliśmy zamiar spać na plaży, jednak wielkość fal i towarzyszący temu huk trochę nas do tego zniechęcił. Poleżeliśmy więc do godziny 22 na plaży i z całym dorobkiem campingowym na plecach wyszliśmy z powrotem na górę klifu. Na nasze szczęście jeszcze jedna knajpka była otwarta, kupiliśmy kokosa w celu ugaszenia pragnienia i zapytaliśmy właścicieli, czy nie mieliby nic przeciwko, gdybyśmy rozbili sobie namiot obok ich knajpki. Bez problemu się zgodzili 🙂

Dzień 3

Saren Cliff Point. Jeden z punktów widokowych. Ostatnie 3 kilometry drogi to dziura na dziurze, więc standardowo co jakiś czas musiałam schodzić ze skuterka i dreptać za Grześkiem 🙂

Guyangan i Peguyangan Waterfall. Miejsce totalnie odjechane. Dlatego, że dosłownie w klifie znajduje się świątynia i jest to święte miejsce dla Balijczyków, musieliśmy wypożyczyć sarong (dla okrycia nóg) za 10 tyś. IDR, zapłacić kolejne 5 tyś. parkingowemu i mogliśmy ruszać w drogę. Przed nami 714 schodów (liczyłam) w dół. Nie wiedzieliśmy co dokładnie zastaniemy na miejscu. Wiedzieliśmy, że będzie tam świątynia, ale to co się za nią kryje, to totalny odlot. Niewielki wodospad, a za nim 3 baseniki ze słodką wodą. Siedzieliśmy więc dobre pół godziny w ostatnim basenie i obserwowaliśmy rozbijające się o skały pod nami fale.

Teletubbies Hills. Nazwa zobowiązująca do półokrągłych zielonych wzgórz 🙂 Trasa widokowo bardzo ładna. 

Atuh Beach
Nasz ostatni cel tego dnia, gdzie pojechaliśmy w celu rozbicia namiotu na klifie. Między plażą Atuh Beach a plażą Diamond Beach znajduje się punkt widokowy. Wstęp zarówno na punkt widokowy, jak i plażę jest płatny od tej strony. Od strony północnej można zejść na plażę Atuh za darmoszkę.

Dzień 4

Kolejnego dnia mieliśmy w planach przejechać całe północne wybrzeże i kierować się z powrotem na zachód wyspy. Po zjechaniu z gór naszym oczom ukazały się wspaniałe, olbrzymie plantacje alg. Byliśmy pełni podziwu dla ludzi tam pracujących. Kilka godzin w wodzie w palącym słońcu.

Dzień 5

W przedostatni dzień na wyspie zafundowaliśmy sobie niezapomniane przeżycie. Pojechaliśmy oglądać podwodny świat, zobaczyć dostojne manty, rafę koralową, mnóstwo wspaniałych kolorowych rybek i groźnie wyglądające tuńczyki. Będąc na Nusa Penida jest to rzecz obowiązkowa do zrobienia! Polecamy z całego serca.
Cała wycieczka trwała około 3 godzin, cena: 175 tyś. IDR/osobę.
 

Na samym końcu zwiedziliśmy Broken Beach 🙂 W ostatni dzień udało się dojechać bez żadnych niespodzianek 🙂


Polecamy również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *