BLACK WEEKEND DO PONIEDZIAŁKU, kod rabatowy na bluzy z kapturem: CZARNAKOZICA15, kod rabatowy na naklejki: CZARNAKOZICA30

Taman Negara – noc w malezyjskiej dżungli

Taman Negara – noc w malezyjskiej dżungli

Dżungla od zawsze mnie fascynowała. Ogólnie kocham rośliny, drzewa, mogę praktycznie rzec, że mam jakiegoś hopla na tym punkcie i nie żebym znała się na ich rodzajach, nazwach itd., nie, nie, po prostu fascynuje mnie ich różnorodność, kształty, uwielbiam się im przyglądać, oglądać nowe okazy niczym Paszczak z Doliny Muminków.

TAMAN NEGARA

W samym sercu Malezji wypatrzyliśmy duży park narodowy Taman Negara Malaysia, poczytaliśmy co nieco o tym miejscu i postanowiliśmy tam pojechać.

Park Narodowy Taman Negara to prawie 4,5 tysiąca kilometrów kwadratowych dziewiczej dżungli, która rośnie tu nieprzerwanie od 130 milionów lat, jest to podobno jedna z najstarszych dżungli świata. Znajduje się tam najwyższy szczyt kontynentalnej Malezji, Gunung Tahan mierzącej 2187 m n.p.m., który zdecydowanie zdobędziemy następnym razem 🙂

JEDZIEMY DO DŻUNGLI

Z Kuala Lumpur dojechaliśmy autostopem do małej miejscowości Jerantut, z której odjeżdżają autobusy do Kuala Tahan – miejsca gdzie zaczyna się park narodowy i upragniona dżungla (godziny odjazdu na końcu wpisu).

Kuala Tahan, to bardzo mała wioska usytuowana nad rzeką Tembeling. Znajduje się w niej kilka hosteli, fast/street food’ów i lokalny sklepik. Będąc jednak poza sezonem większość z tych miejsc była zamknięta. Nie mieliśmy zbyt wiele jedzenia, jakieś drobne przekąski, więc lokalny sklepik poratował nas tostowym chlebem i dżemem, niezbyt wiele, ale wystarczająco żeby przetrwać dwa dni 🙂

Nad samą rzeczką znajdują się pływające restauracje, więc w jednej z nich postanowiliśmy zjeść śniadanie. Jedzenie nie było zbyt dobre, no ale cóż, ważne, że dostarczyliśmy organizmowi jakiekolwiek kalorie 🙂

Na drugą stronę rzeki, gdzie znajduje się wejście do parku, przepływa się łódką, koszt jest bardzo symboliczny, bo kosztuje to tylko 1 ringgit za osobę. Mili panowie – pracownicy parku – pokazali nam kilka opcji szlaków, polecili gdzie warto iść i spisali nasze nazwiska wiedząc, że mamy zamiar nocować w chatce Bumbun Tabing.

Bardzo chcieliśmy przejść trasę Conopy Walk, którą wszyscy polecali. Jest to park linowy należący do największych i najfajniejszych w Malezji. Ponad pół kilometra linowych mostów zawieszonych jest na wysokości do 25 metrów nad ziemią! Jest to oglądanie dżungli z koron drzew. Niestety w tym czasie, w którym byliśmy wszystkie mosty były zamknięte 🙁 może następnym razem się uda!

Do naszej noclegowej chatki jest jedynie 3 km drogi do przejścia, dlatego też, chcąc wydłużyć szlak i poplątać się trochę więcej po dżungli, wybraliśmy się na pobliski wzgórek/punkt widokowy Bukit Terisek 334 m n.p.m. (1,7km drogi), ale w przeciwną stronę, niż Bumbun Tabing (chatka). Później te drogi się łączą i można zrobić pętlę. Taka opcja nam najbardziej przypadła do gustu.

Przez część szlaku, zwłaszcza w dolnej części parku idzie się po drewnianym pomoście. Dopiero na szlaku na Bukit Terisek i do chatki idzie się wąską wydeptaną ścieżką. Szlaki są bardzo dobrze oznaczone, więc nie sposób się zgubić.

Odgłosy dżungli, rośliny, owady, to było coś najpiękniejszego. Czuło się tętniącą życiem dżunglę. Olbrzymie drzewa, których czubków w gęstwinie roślin nie było widać, poplątane liany, kolorowe motyle i skrzeczące małpy, tego się nie da opisać, to trzeba doświadczyć. I! O zgrozo! Pijawki haha, akurat byliśmy w porze deszczowej, więc pijawek było od groma, czyhały złowrogo na ciepłą krew człowieka, dlatego co chwilę musieliśmy przystawać i oglądać, czy nie mamy pasażera na gapę 🙂

NOC W BUMBUN TABING

Po kilku godzinach docieramy do drewnianej chatki. Warunki były spartańskie, ale nie mieliśmy temu nic przeciwko, w końcu jesteśmy w środku dżungli, dobrze że jest dach nad głową i drzwi. Chociaż przez okno mogło nam do domku wejść cokolwiek 🙂 Osy latały, komary kąsały, ale gdy zapadał zmrok dżungla budziła się coraz bardziej. Słyszeliśmy najdziwniejsze odgłosy, od wycia, po piski, okrzyki małp, po cykające świerszcze. A do tego nocą przeszła nad nami burza! Emocje wspaniałe!

O czym warto pamiętać?

Jedną z najważniejszych rzeczy, to woda, duuużo wody. Temperatura i wilgotność w dżungli jest tak wysoka, że idąc nawet po płaskim terenie, siedząc, nic nie robiąc pocimy się okrutnie. Dlatego mimo tego, że szlak, który zrobiliśmy miał kilka kilometrów, byliśmy zmęczeni, jak konie po westernie, wypompowani i spoceni.

Warto mieć coś na komary, bo wieczorem te małe, krwiożercze bestie nie litują się nad nikim. Dlatego trzeba zaopatrzyć się w spray. Fajną rzeczą też są specjalne kadzidła, które odstraszają te małe gadziny.

W porze mokrej jest mnóstwo pijawek, dlatego polecamy założyć mimo upały długie spodnie (o których my nie pomyśleliśmy) i wysokie skarpetki.

Informacje praktyczne:

PRZELICZNIK WALUT: 1 ringgit = ok. 0,90 złoty
DOJAZD. Z Jerantut odjeżdża autobus do Kuala Tahan dwa razy dziennie: o godzinie 8 i 15. Powrotny z Kuala Tahan do Jerantut o godzinie 10 i 17. Koszt: 10 ringgit.
OPŁATY. Wstęp do parku kosztuje jedynie 1 ringgit, opłata za aparat fotograficzny: 5 ringgit.
NOCLEGI. My nocowaliśmy w hostelu w Jerantut i stamtąd z samego rana ruszyliśmy autobusem do dżungli. W Kuala Tahan jednak jest kilka hosteli, gdzie można zanocować. W jednym z nich zostawiliśmy swój duży bagaż, do dżungli poszliśmy z małymi plecakami.
JEDZENIE. Byliśmy poza sezonem, więc większość wszystkiego w Kuala Tahan było zamknięte. Udało nam się zrobić jakieś mikro zakupy (chleb i dżem) w lokalnym sklepie, żeby przeżyć dwa dni w dżungli 🙂 Nad samą rzeką jest kilka pływających knajpek, więc można coś chapnąć przed startem. Jednak jedzenie było niestety kiepskiej jakości. W sezonie jest więcej street-food’ów do wyboru.
SZLAKI. Jest kilka różnorodnych szlaków, od kilkugodzinnych do nawet kilkudniowych.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *