Jebel Toubkal – najwyższy szczyt Afryki Północnej

Jebel Toubkal – najwyższy szczyt Afryki Północnej

Listopad 2018r.

Gdy przyszedł nam do głowy wyjazd do Maroko pierwszą rzeczą jaką sprawdziliśmy w necie, to góry. Atlas Wysoki zauroczył nas swoją dzikością, przestrzenią, majestatycznością i kolorami. Po wstępnych internetowych analizach stwierdziliśmy, że chcemy wyjść na najwyższy szczyt Afryki Północnej i że jest to w zasięgu naszych możliwości.

Jebel Toubkal wznosi się dumnie na wysokość 4167m n.p.m. na południe od Marrakeszu i na północ od pomarańczowych piasków Sahary. Jest najwyższym szczytem Maroka, pasma Atlasu i całej Afryki Północnej.

Szczyt uważany jest za jeden z najłatwiejszych czterotysięczników, najlepszy na pierwszy raz. Owszem, nie ma odcinków trudnych technicznie, ale ze względu na wysokość wymagana jest odpowiednia aklimatyzacja (o chorobie wysokościowej możesz przeczytać tutaj). Najlepszymi miesiącami na zdobycie góry jest podobno kwiecień-maj lub wrzesień-październik. W pozostałych jest albo za ciepło, albo za zimno. My byliśmy w listopadzie, szczyt zdobyliśmy dokładnie 12.11 i wiaaaaaaało tak, że chciało nam głowy pourywać. Ale wszystko jest do przejścia 🙂

Niech Was pozory nie mylą i nie myślcie, że śniegu w Afryce nie ma 🙂 bo jest!!!! Od schroniska, które znajduje się na 3207mnpm musieliśmy już człapać w rakach. Temperatura była zdecydowanie minusowa, więc trzeba mieć kurteczki, czapeczki, rękawiczki itd.

No to zaczynamy!

Po przylocie na Marrakeszu spędziliśmy noc w backpackerskim hostelu Kif-Kif i rano ruszyliśmy dalej do małej miejscowości Imlil, skąd zaczyna się szlak na Toubkal.

Jest kilka sposobów, żeby dostać się do Imlil:
– lokalnymi autobusami, najpierw do Asni, a później do Imlil,
– grand taxi, czyli 6-osobowa taksówka,
– zwykłe taxi,
– własny samochód.
My wybraliśmy opcję grand taxi, która jest najbardziej opłacalną opcją, zwłaszcza jeżeli zapełni się cała taksówka (koszt dojazdu to 30 euro na 6 osób). Poszliśmy więc na przystanek i czekaliśmy na ludzi. Na pewno warto być wcześniej rano, my byliśmy tam dopiero przed 12, więc doszła do nas tylko 1 osoba, ale zawsze coś. Imlil znajduje się około 70 km od Marrakeszu, czas przejazdu to około 1h.

Kilka słów o Imlil

Imlil to niewielka miejscowość położona na wysokości 1700m n.p.m., która jest bazą wypadową w góry. Jeżeli nie macie jakiegoś sprzętu: kijków, raków, to z łatwością można tam albo kupić (nowe, używane), albo wypożyczyć.
Tak jak już wcześniej pisaliśmy, raki są zdecydowanie obowiązkowe, czekana nie potrzebowaliśmy. Aby zmniejszyć bagaż z Polski, nie zabieraliśmy własnych raków, wiedzieliśmy, że z łatwością wypożyczymy je w Imlil i tak było. Koszt wypożyczenia, to około 5 euro za dzień.

Po dotarciu do Imlil od razu zaczepił nas miły pan oferujący nocleg w swoim hostelu. Nie mieliśmy niczego zarezerwowanego, więc po usłyszeniu jego oferty (5euro za noc ze śniadaniem) zgodziliśmy się. Był to strzał w dziesiątkę!! Mieszkaliśmy w bardzo urokliwym hosteliku z tarasem i zapierającym dech w piersiach widokiem. Hostel nazywał się Gite Atlas Mazik. U gospodarza wypożyczyliśmy raki, a nasz kolega z Australii, którego poznaliśmy w grand taxi, pożyczył nawet buty.

No to w górę!

Wstajemy około 8 rano, idziemy na śniadanko i nie spiesząc się ruszamy dopiero o 10:30 w góry. Przed nami około 6h drogi do schroniska Refuge du Toubkal (3207m n.p.m.), do pokonania mamy 1500m przewyższenia. Droga nie jest jakoś specjalnie oznaczona, ale szlaku zgubić się nie da. Listopad jest już w sumie porą poza sezonową, więc na szlaku nie spotykaliśmy zbyt wielu ludzi, nie rezerwowaliśmy również noclegu w schronisku. W sezonie jednak myślę, że warto pomyśleć o rezerwacji. Koniecznie trzeba mieć ze sobą krem z filtrem i czapeczkę z daszkiem. Jeżeli traficie na słoneczną pogodę, to nawet w listopadzie bez tego ani rusz.

Do transportu i zaopatrywania schroniska w żywność i innych niezbędnych rzeczy wykorzystywane są osiołki. Często turyści wynajmują je również do niesienia swoich bagaży, albo nawet i siebie.. W większości przypadków było nam przykro patrzeć się na te biedne zwierzaki, które często niosły na grzbiecie zbyt dużo bagaży. 

Po drodze znajduje się kilka stoisk, gdzie można kupić świeżo wyciskany sok z pomarańczy za 10dh (czyli 1 euro), wyżej za 15dh. Na trasie do schroniska znajdują się dwie małe wioski, gdzie można się zatrzymać i coś przekąsić. Pierwsza jest po około 2h drogi, kolejna po 3h. Można również kupić wodę butelkowaną.

Schronisko Refuge du Toubkal

Pod szczytem znajdują się dwa schroniska, my zostajemy w drugim z kolei (Refuge du Toubkal), jest tam więcej miejsca i według opinii jest tam przyjemniej i bardziej gościnnie.
Za nocleg, lunch, kolacje i śniadanie płacimy 290 DH (około 29 euro). Pokoje są wieloosobowe, typowe schroniskowe. Dostępne są koce, więc nie trzeba mieć grubego śpiwora, poza tym w pokojach jest całkiem ciepło, mimo tego, że nie ma w nich ogrzewania.

W schronisku znajdują się toalety (te europejskie i te marokańskie, czyli dziura w ziemi) oraz prysznice z ciepłą wodą! 🙂 Są dwie duże jadalnie i salonik z miękkimi siedzeniami. W każdym z tych pomieszczeń jest kominek-koza i są one ogrzewane.

Co dobrego w ofercie kulinarnej?

Na lunch dostaliśmy pysznego omleta z sałatką, oliwkami, rybką i herbatką, którą Marokańczycy nazywają Berber Whisky (bardzo mocna herbata miętowa z dużą ilością cukru, serwowana praktycznie wszędzie).
Kolacja: UWAGA!!! Spaghetti z frytkami 🙂 tego się nie spodziewaliśmy, ale muszę przyznać, że fryteczki wymiatały! Do tego zupa/krem i na deser owoce: granaty i winogrona.
Na śniadanie dostaliśmy marokański chleb, do tego dżem, miód, jajko i kawa rozpuszczalna lub herbata.

Zdobywamy szczyt!

Budziki innych w pokoju zaczęły rozbrzmiewać już o godzinie 4:30, co dla nas jest porą po prostu nieludzką, więc dogorywaliśmy do 5:30 i zwlekliśmy nasze 4 litery na śniadanie. Po jedzeniu i przepakowaniu plecaków (na szczyt wzięliśmy jedynie przekąski, wodę i aparat, resztę zostawiliśmy w schronisku) startujemy około godziny 7. Jest jeszcze ciemno, więc z czołówkami ruszamy w górę. Wiatr przy schronisku pokazywał nam już swoją siłę, a później to już był całkowity hardcore, wiał jak oszalały, raz zdołał mnie nawet przewrócić, ale nie ma na co narzekać, im trudniej, tym większa satysfakcja 🙂

Trasa jednostajnie pnie się w górę, wysokość pokonuje się przyjemnie. Po około 2,5h od startu stanęliśmy na szczycie, byliśmy bardzo szczęśliwi, że nam się to udało. Sporo osób poddało się po drodze ze względu na szalejący wiatr. 
Kilka fotek na szczycie, łyk wody, snickers i trzeba zawracać.

Droga powrotna była bardzo przyjemna. Poniżej schroniska wiatr już trochę się uspokoił, temperatura podniosła i spokojnym krokiem zeszliśmy do Imlil późnym popołudniem. 

Koszty

– nie ma kosztów związanych ze zdobyciem góry, nie trzeba mieć żadnych pozwoleń, nie ma opłat za wstęp do parku narodowego,
– nocleg i wyżywienie w schronisku 290dh (29 euro),
– dojazd Marrakesz-Imlil-Marrakesz grand taxi (przy pełnym stanie): 10 euro/osobę. 

 

Inne wpisy o Maroko:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *